Jeszcze do niedawna oczami wyobraźni widzieliśmy Lechię jako drużynę, która za chwilę może realnie włączyć się do walki o europejskie puchary, a przynajmniej zadomowić się w górnej części tabeli Ekstraklasy. Ostatnie tygodnie diametralnie zmieniły jednak nastroje, wobec czego dzisiaj musimy zastanawiać się, czy Biało-Zieloni w ogóle zdołają utrzymać się w elicie na kolejny sezon. Rzecz jasna nie brakuje argumentów przemawiających za tym, że podopieczni Johna Carvera unikną spadku. Jednocześnie pojawia się natomiast coraz więcej sygnałów, które każą spoglądać w przyszłość z niepokojem.

Wąska kadra, brak jakości na ławce i problemy w defensywie

Od nich właśnie, czyli od argumentów przemawiających przeciwko utrzymaniu, rozpocznijmy nasze rozważania. Przede wszystkim należy uwzględnić fakt, że sezon powoli dobiega końca, a kadra Lechii jest, delikatnie mówiąc, niezbyt szeroka. John Carver nie przeprowadza w trakcie spotkań wielu zmian, a jeśli już się na nie decyduje, to zazwyczaj dopiero w końcowych fragmentach meczu. Trudno polemizować z opinią, że angielskiemu szkoleniowcowi zwyczajnie brakuje jakościowych opcji do rotacji. Bartłomiej Kłudka, Miłosz Kałahur czy Dawid Kurminowski, którzy w ostatnim czasie pojawiali się na placu gry z ławki rezerwowych, zazwyczaj prezentowali się poniżej oczekiwań. Trudno więc dziwić się Carverowi, że tak uparcie trzyma się swojej podstawowej jedenastki. W ostatnich tygodniach zdarzało się również, że Lechiści tracili bramki w końcówkach spotkań. Wystarczy bowiem przypomnieć przecież potyczki z Rakowem, Piastem czy Koroną. Należy więc przyznać, że wraz z upływem minut zespołowi zaczyna brakować świeżości. Przed wyjazdem do Łodzi z problemami zdrowotnymi zmaga się dwóch piłkarzy Lechii, jakimi są Alvis Jaunzems oraz Bohdan Wjunnyk. Dodatkowo, podczas starcia z Widzewem uważać muszą Rifet Kapić, Iwan Żelizko i Aleksandar Cirković, którym grozi pauza za nadmiar żółtych kartek. Warto podkreślić, że cała trójka stanowi ważną część wyjściowej jedenastki.

Lechia ma mankamenty nie tylko kadrowe, ale również czysto boiskowe. Mówimy przecież o drużynie posiadającej drugą najgorszą defensywę w Ekstraklasie. Problemy związane z blokiem obronnym trapią Biało-Zielonych od dłuższego czasu i mimo upływu kolejnych miesięcy trudno dostrzec w tym aspekcie jakąkolwiek poprawę. Możemy bez końca powtarzać, że zawodnicy nie radzą sobie pod własną bramką, jednak dopóki sytuacja pozostaje bez zmian, wszelkie dyskusje stają się bezsensowne. Więcej bramek w lidze straciła wyłącznie Termalica, która jest już przecież pogodzona ze spadkiem i zamyka ligową tabelę. Do pewnego momentu kapitalna dyspozycja zawodników ofensywnych skutecznie maskowała fatalną grę defensywną. Ten mechanizm przestał jednak działać wraz ze spadkiem formy piłkarzy odpowiadających za atak. Prawda jest taka, że ekipa Carvera przez długi czas funkcjonowała według zasady: „możemy stracić trzy gole, byle strzelić cztery”.

hl2a4716 2 11zon

Problem w tym, że dyspozycja Tomasa Bobcka, Camilo Meny czy Aleksandara Cirkovicia w ostatnich tygodniach wyraźnie się pogorszyła. W efekcie Lechia zaczęła być bardziej uzależniona od defensywy, a ta regularnie zawodzi w kluczowych momentach.

- Tomas ma dużo sytuacji i myślę, że potrzebuje odrobiny szczęścia, aby się odblokować. Nie będę krytykować moich piłkarzy, bo dają z siebie wszystko. Ale nie mogę zaakceptować tego, że rozdajemy prezenty - mówił w Radomiu Carver.

Terminarz oraz nadzieja w liderach

Medal ma jednak dwie strony, dlatego skoro pochyliliśmy się już nad tą negatywną, warto przejść również do pozytywów i zastanowić się, dlaczego Lechia może się utrzymać.

Na pierwszy plan wysuwa się argument dotyczący indywidualnej jakości poszczególnych zawodników. Owszem, piłkarze pokroju Bobcka czy Meny znajdują się obecnie pod formą, aczkolwiek nadal rozmawiamy o kandydacie do korony króla strzelców Ekstraklasy oraz jednym z najciekawszych skrzydłowych tejże ligi. Do zakończenia sezonu pozostały trzy spotkania i niewykluczone, że właśnie w tym kluczowym momencie liderzy mogą wrócić do życia, pomagając Lechii w walce o pozostanie na najwyższym szczeblu rozgrywkowym.  Drużynie z pewnością przydałby się dziś Rifet Kapić w swojej najlepszej wersji czy dobrze dysponowani Cirković i Mena, regularnie napędzający akcje ofensywne Biało-Zielonych.

Co więcej, przed Lechią trzy kolejki, które wcale nie muszą oznaczać najczarniejszego scenariusza. Gdańszczanie zmierzą się kolejno z Widzewem, Legią oraz Termalicą. Gdyby skopiować rezultaty z rundy jesiennej, dopisalibyśmy do swojego dorobku aż siedem punktów. Łodzianie bowiem polegli nad Motławą po dublecie Bobcka, w Warszawie padł remis po wyrównującym trafieniu Legii w doliczonym czasie gry, zaś Słoniki zostały rozbite przez Lechistów, którzy tamtego popołudnia aż pięciokrotnie pokonywali bramkarza rywali. Obecna sytuacja przed tymi pojedynkami również nie wygląda dla Lechii najgorzej. Widzew pozostaje jednym z bezpośrednich rywali Biało-Zielonych w walce o utrzymanie, Termalica - jak już wcześniej wspomniałem - jest oficjalnie zdegradowana, natomiast Legia wciąż nie może być jeszcze w stu procentach spokojna ligowego bytu, choć znajduje się coraz bliżej osiągnięcia tego celu. Patrząc więc wyłącznie na terminarz, sytuacja mogłaby wyglądać znacznie gorzej. Podopieczni Carvera nie mierzą się przecież z zespołami walczącymi o mistrzostwo czy europejskie puchary, a głównie z drużynami z dolnych rejonów tabeli.

- Zostały nam trzy mecze. Zaufanie w takim momencie jest bardzo ważne. Ufam moim zawodnikom nad życie i wierzę, że jesteśmy w stanie odwrócić losy. Jedynym sposobem na wyjście z takiej sytuacji jest trzymanie się razem na boisku i poza nim - twierdził na konferencji przedmeczowej John Carver.

Quo vadis, Lechio?

Reasumując, dziś nie możemy być jeszcze niczego pewni. Z jednej strony łatwo dojść do wniosku, że wystarczy powrót liderów do odpowiedniej dyspozycji i zdobycie kilku bramek na finiszu rozgrywek. Z drugiej jednak strony fakty są takie, że Lechia znalazła się w wyraźnym kryzysie i trudno przewidzieć, jak sobie z nim poradzi. W przeszłości Biało-Zieloni potrafili już wychodzić z tarapatów, aczkolwiek w trwającej sytuacji margines błędu nie istnieje. Bardzo wiele może zależeć od tego, jak potoczą się losy najbliższego meczu w Łodzi. Zdaje się natomiast, że niezależnie od rozwoju spraw, potencjalne utrzymanie możemy zapewnić sobie dopiero w ostatniej kolejce sezonu.

 

źródło: własne